(...) Od momentu, gdy usłyszałam nagranie Orfeusza Monteverdiego marzyło mi się posłuchanie kontratenora na żywo. (...) Moje marzenie spełniło się sensacyjnie. Jakub Burzyński wykonał swoją partię pięknie i zdumiona byłam, jak oryginalnie brzmiał jego głos. Dodać mogę jedynie, że nie mogę się doczekać niedzielnego Mesjasza z jego udziałem (...)

Opera Dream, lipiec 2010

(

 

 

 

(...) Wykonano osiem duetów pasyjnych Giovanniego Alberta Ristoriego z cyklu Divotti affetti alla Passione di Nostro Signore z 1738 roku. Partię basso continuo, w oryginale przeznaczoną na teorbę, wzmocniło towarzyszenie pozytywu, co dało oparcie solistom i w wielu fragmentach miało ogromne znaczenie dla utrzymania ciągłości akompaniamentu. Wokaliści pokazali się od najlepszej strony, afekty realizowali w manierze aktorskiej, ale bez nadmiernie wybujałej ekspresji. Duet Mirosławska-Burzyński zabrzmiał nie tylko precyzyjnie pod względem intonacyjnym, udało się też dopracować zdecydowane wejścia, wycyzelować odcinki solowe, zyskać odpowiednie zmiany barwy, artykulacji i dynamiki.

Ruch Muzyczny nr 12/2010

 

 

(...) Premiera "The Fairy Queen" Henry Purcella zyskała uznanie publiczności. To nie był łatwy w odbiorze spektakl. A już na pewno był nietypowy. Z barokową muzyką, do której słuchania nie przywykliśmy w szczecińskim teatrze muzycznym. "The Fairy Queen" angielskiego kompozytora Henry Purcella została w Polsce wystawiona po raz pierwszy, ponad trzysta lat później od premiery w Londynie. Dyrektor Warcisław Kunc, kierownik muzyczny przedsięwzięcia, dołożył wielu starań, żeby się udało. I udało się. Znakomicie brzmiały stare - kopie lub oryginały - instrumenty w rękach muzyków z warszawskiego kilkunastoosobowego zespołu La Tempesta (znaczy burza, od nazwiska założyciela grupy - Burzyńskiego), znakomicie wypadły solówki śpiewaków - Kamili Kołakowskiej, Barbary Tritt, Tomasza Mazura, Macieja Straburzyńskiego czy Karola Bartosińskiego.(...)

Głos Szczeciński, nr 102/2010

 

 

(...) Jakub Burzyński is a fine counter-tenor and the first singer of that ilk who runs an early music organisation and so is well placed to have created this conjectural JSB Mass. There are cantatas for alto solo written by Bach; but lesser known amongst them is the alto version of the bass cantata Ich habe genug BWV 82, which with its three contasting arias becomes the central panel of this innovative CD.

This makes for an enjoyable alternative Bach sacred experience. The reasoning is a little tortuous, maybe, but one is happy to go along with it. All the singers, soloists and choir members, are named in the booklet and all are good, as is the small period instrument La Tempesta.

Musical Pointers, czerwiec 2009

 

 

(...) Drugim protagonistą opery jest Jakub Burzyński (Nomio alias Apollo) olśniewający swym ruchliwym i ekspresyjnym, prawdziwie wirtuozowskim kontratenorem z łatwością improwizacji, który dodał inscenizacji barokowego blasku. (...)

 

 

(...) Najwyraźniejszą postacią inscenizacji był bez wątpienia Jakub Burzyński w roli Nomia alias boga Apolla, który obok mistrzowskiego śpiewu świetnie panował nad rolą zawierającą karkołomne elementy ruchu.(...)

Harmonie (Czechy), wrzesień 2008

 
 
(...) Napisaną dla kastrata rolę Nomia/Apolla śpiewał kontratenor Jakub Burzyński ze zdumiewającą wirtuozerią i świetnie brzmiącym głosem, był znakomity. (...)



Kirkby na Boże Narodzenie

19 grudnia 2007 w Studio Koncertowym im. Lutosławskiego odbył się Koncert Bożonarodzeniowy Fundacji Nowa Orkiestra Kameralna. Już po raz drugi z zespołem wystąpiła Emma Kirkby Adwentowo - bożonarodzeniowy program koncertu objął trzy pozycje: Magnificat Bacha, motet Silente Venti Händla oraz kantatę Bacha na dzień Bożego Narodzenia Christen ätzen diesen Tag BWV 63. Obok Kirkby solistami wieczoru byli: Olga Mysłowska (sopran), Aneta Łukaszewicz (alt), Rafał Bartmiński (tenor) i Patrycjusz Sokołowski (bas). Wystąpił też kierowany przez Jakuba Burzyńskiego Zespół Wokalny ?La Tempesta?. Całość poprowadził Paweł Kos- Nowicki. (...) Nowa Orkiestra Kameralna to młody zespół, który ma w sobie wiele zapału i potrafi porwać publiczność. Niezależnie od swobody technicznej wspólne granie sprawia muzykom wielką radość. To samo można powiedzieć o bardzo dobrze brzmiącym chórze i młodych, utalentowanych solistach. Niemała w tym zasługa dyrygenta, którego entuzjazm udzielił się wszystkim wykonawcom. (...)

("Ruch Muzyczny", nr 1/2008)
 
 
O wykonaniu Mesjasza

Wysłuchanie Haendlowskiego Mesjasza w transmisji z radiowego Studia im. Lutoslawskiego (19 grudnia 2006) sprawiło mi ogromną przyjemność! Nie zamierzam tu fachowo oceniać wykonania pod względem perfekcji, doskonałości, stylowości itd., nie piszę wszak recenzji. Chciałbym się tylko podzielić mymi wrażeniami. Przede wszystkim - urzekła mnie, świeżość tej kreacji. Był to Haendel, by tak rzec, młodzieńczo żywy: pełen muzycznej energii, blasku i melodycznego piękna; lekki, przejrzysty, klarowny, a równocześnie - konstrukcyjnie - mocny w sobie. Od pierwszej do ostatniej nuty prowadzony pewną ręką dyrygenta świadomego, że tak właśnie te muzykę trzeba dzisiaj wykonywać: bez zbytniej (jak niegdyś) monumentalizacji, uwypuklając za to przepyszną, mocną i lekką zarazem architekturę chórów (stanowiących, jak wiadomo, sedno Haendlowskiego stylu oratoryjnego); wyraziście podając śpiewany tekst; i - co bardzo ważne - z pełnym rozsmakowaniem się w niezrównanym pięknie wokalnym Haendlowskich melodii - w ariach. Zachwyciła mnie strona wokalna (czyli to, co tutaj najważniejsze, pierwszoplanowe: wszak oratorium barokowe to rzecz dana przede wszystkim do śpiewania, z niezbędną wprawdzie, acz zawsze tylko towarzyszącą orkiestrą): zespół "La Tempesta" - doskonały!: piękne młode głosy, wokalny temperament, doskonała artykulacja, nieskazitelna dykcja... Takoż soliści: poziom kwartetu głosów znakomicie wyrównany; co tym bardziej zadziwia, że obok mistrzyni barokowego śpiewu (Emma Kirkby) wystąpili tu soliści znacznie młodsi i mniej doświadczeni, a przecież śpiewający tak pięknie i stylowo, jakby mieli już sporą praktykę w tej Haendlowskiej dziedzinie. Do tego wszystkiego - pięknie grająca orkiestra. Czegóż chcieć więcej? Pomyślałem sobie: nareszcie mamy Mesjasza wykonanego polskimi siłami, na prawdziwie europejskim poziomie! Kreacja godna, jak sądzę, nagrania płytowego; na żywo, tak aby zachować ten niezrównany smak spontaniczności - w śpiewie i grze...

 

Bohdan Pociej (styczen 2007)


Dzieło Vivaldiego "Stabat Mater" zostało zaprezentowane w wyjątkowej aranżacji Jakuba Burzyńskiego. Zwykle grywane jest w dostojny, powolny sposób, z zachowaniem wszelkich reguł wykonywania muzyki religijnej. Burzyński nadał mu inny wymiar, dołączając m.in. instrument perkusyjny, by utwór zabrzmiał dynamicznie i współcześnie.

 

(PAP, KI, 25 sierpnia 2005)


(...) Spojrzenie Jakuba Burzyńskiego na muzykę Vivaldiego jest bardzo barokowe. Wszystkie kompozycje interpretuje z potężnym ładunkiem ekspresji i dynamiką, wyraźnie eksponuje afektację, a nade wszystko stara się zaskoczyć odbiorcę, olśnić go wirtuozerią, rozbudowaną ornamentyką. Burzyński firmuje swym nazwiskiem całe wykonanie, lecz nade wszystko prezentuje się jako śpiewak, z lubością oddający się estetyce popisu wokalnego. Stosuje szeroką gamę środków wyrazu, skupiając jednakże uwagę głównie na błyskotliwych figuracjach, pasażowych kadencjach, namiętnych kantylenach, zestawianiu skrajnych odcieni dynamiki; jego śpiew bywa niekiedy wręcz przesadny w afektacji. Nie razi to jednak, w kontekście dźwiękowej wizji baroku taka maniera jest bowiem jak najbardziej do zaakceptowania. A że artysta dysponuje bardzo dobrym warsztatem i dużą dozą wrażliwości, jego propozycji słucha się z zainteresowaniem. W partiach chóru w Magnificat wystąpiły Agnieszka Bilica i Marta Mularczyk (soprany) oraz Irina Bogdanovitch i Anna Pociej (alty). Okazję do zaprezentowania swych głosów w szerszym zakresie miały w bloku trzech następujących po sobie cząstek - Et misericordia, Fecit potentiam, Deposuit potentes - podanych z wyraźnym podkreśleniem występującego pomiędzy nimi kontrastu emocjonalnego. Zapewne w łagodniejszym ujęciu baroku ich bliski estetyce operowej śpiew byłby trudny do przyjęcia, tu jednak trafnie wpisuje się w ogólną koncepcję interpretacyjną. Dobre wrażenie pozostawiła gra instrumentalistów. "La Tempesta" to zespół zgrany, który potrafi ukazać muzykę w sposób nieszablonowy. Z fantazją realizuje idee malarstwa dźwiękowego, które Vivaldi przeszczepił ze swych koncertów. Bardzo dobrze wygląda zespolenie głosów melodycznych z basso continuo. Obie płaszczyzny brzmieniowe świetnie się uzupełniają, a ruchliwe, błyskotliwe smyczki (Maria Papuzińska i Grzegorz Lalek na skrzypcach oraz Anna Śliwa na altówce i wioli d`amore) nabierają szczególnego blasku na tle energicznych, często ludycznych w charakterze dźwięków grupy basowo-harmonicznej (Tomasz Frycz na wiolonczeli, Grzegorz Zimak na kontrabasie, Piotr Wilczyński na klawesynie, Barbara Świderska na organach i Anton Birula na teorbie). W połączeniu z siłą wyrazu śpiewu Jakuba Burzyńskiego daje to interpretacje o wyjątkowej skali nastrojów. Dla wielu dziwnym wyda się pomysł wprowadzenia do muzyki Vivaldiego instrumentów perkusyjnych. Wykonawcy tłumaczą to chęcią uzyskania w niektórych fragmentach utworów zwiększonej ekspresji. O ile w przypadku Stabat Mater pomysł ten można jeszcze zaakceptować - rzeczywiście, miarowy dźwięk bębna wzmaga emocjonalność muzyki w odcinku otwierającym i Quis est homo - o tyle w Nisi Dominus efekt ten zanadto, według mnie, ociera się o trywialność. Fragment Cum dederit dilectis suis, w swej harmonii i klimacie wyjątkowo poruszający, kryje w sobie już takie napięcie, że podnoszenie jego poziomu w tak nietypowy sposób nie ma akurat większego sensu. Debiut fonograficzny polskich artystów należy uznać z pewnością za udany, choćby i z tego względu, że jeżeli nawet przedstawione na płycie interpretacje muzyki Vivaldiego nie zadowolą wszystkich odbiorców, to jednak z pewnością w mniejszym czy większym stopniu poruszą ich, może nawet podrażnią, ale nie pozostawią obojętnymi. A przecież i w debiucie, i w baroku o to właśnie chodzi.

 

("Ruch Muzyczny", nr 1/2005)


Ten znaczący, nastrojowy i wielce poruszający program jest tu zaśpiewany i poprowadzony przez niezwykle utalentowanego młodego polskiego kontratenora, Jakuba Burzyńskiego, debiutującego tą płytą w barwach BIS-u. Burzyński śpiewa wszystkie solowe partie napisane dla altu i sopranu interpretując je w pełen szacunku, stosowny sposób, intensywny i pełen pasji. Nie znałem wcześniej zespołu instrumentów dawnych La Tempesta. Ci specjaliści od muzyki dawnej są niezwykle solidni, szokująco ekspresyjni, dysponując przy tym pięknym brzmieniem. Razem z Jakubem Burzyńskim oferują spektakularną interpretację "Cum dederit dilectis suis" z Nisi Dominus. Mało kto może przejść obojętnie obok tego punktu szczytowego wspaniałej płyty BIS-u. To poruszające, zapadające w pamięć i inspirujące partytury we wspaniałym wykonaniu. Są bezdyskusyjnie spowite atmosferą liturgicznej tajemniczości i trwogi. Wybór kościoła ewangelicko-reformowanego jako miejsce nagrania był inspirującym pomysłem. Reżyserzy dźwięku zadbali, by brzmienie było selektywne, czyste i dobrze wyważone. Załączone teksty są równie wspaniałe. Świetna płyta, nie do przegapienia! To będzie moja płyta roku!

 

(portal internetowy MusicWeb (Wielka Brytania), listopad 2004)


Odważny i przykuwający uwagę krok naprzód w świecie interpretacji muzyki Vivaldiego. Szczególnie z powodu podjęcia tropów najbardziej tragicznych u autora uznawanego powszechnie za kolorystę i raczej przede wszystkim twórcę kompozycji wirtuozowskich. Młody polski kontratenor, Jakub Burzyński, na czele swego zespołu La Tempesta, prezentuje na płycie, której tytuł można przetłumaczyć jako "Nieszpory Boleści", przepiękne Stabat Mater RV 621, drążąc szczególnie najbardziej żywiołowe aspekty tego utworu. Wystarczy posłuchać pierwszych taktów, aby przekonać się, że nie mamy do czynienia z kolejną standartową interpretacją. Podejmując próbę odtworzenia porządku liturgicznego nieszporów, Burzyński przedstawia spójny zespół środków wyrazowych, w oparciu o szeroki rejestr swego głosu: kontratenor w Stabat Mater i Nisi Dominus oraz sopran w Magnificat. Dla wielu te założenia mogą wydać się przesadne z technicznego punktu widzenia, jednakże muzycznie utwory następują po sobie w sposób więcej niż interesujący, co w znacznej mierze jest zasługą znakomitego poziomu zespołu. Zatem, oto Vivaldi nieortodoksyjny i radykalny, który poruszy każdego, kto posłucha tej płyty.

 

(biuletyn sklepu internetowego Diverdi (Hiszpania),
grudzień 2004)


(...) Olga Pasiecznik (...) w dwóch kantatach solowych Bacha - Ich habe genug i Jauchzet Gott in allen Landen - była po prostu zachwycająca, a orkiestra barokowa La Tempesta pod kierunkiem Jakuba Burzyńskiego towarzysząc jej dostawała skrzydeł (...).

 

("Ruch Muzyczny" 21/2004)


Zespół Jakuba Burzyńskiego dba bardzo, by jego dźwięk był zawsze staranny i utrzymany w ryzach. Życia tym interpretacjom przydała (...) Ute Hartwich, niemiecka artystka grająca solową partię na barokowej trąbce w kunsztownej Ouverture Telemanna. Wniosła temperament, ładnie potem skontrastowany ze szlachetnym głosem Olgi Pasiecznik w kantacie Bacha Jauchzet Gott in allen Landen.

 

("Rzeczpospolita", nr 216/2004)


Zarówno trio Kleine Cammer-Musique (...), jak i La Tempesta zaprezentowały się wyśmienicie. Pierwszy koncert niósł w sobie tak potężny ładunek emocjonalny, że przekierowanie uwagi na kolejnego wykonawcę zdawało się być nie lada wyczynem. Obawy minęły, kiedy na scenie pojawił się zespół Jakuba Burzyńskiego. Niemal od razu zdobył serca publiczności żywiołowym wykonaniem La Negriny Mateo Flechy. Hiszpańskie ensalady i canciones (obok utworów Flechy pojawiły się głównie kompozycje Juana del Enciny) i aktorski talent zespołu (zarówno śpiewaków, jak i instrumentalistów) zapewniły "Burzy" gromkie brawa i gorąco przyjęte bisy. Damską część audytorium oczarował bas Roman Wawreczko. Doskonale i z wyczuciem śpiewał kierownik zespołu, kontratenor Jakub Burzyński. Trudno zresztą pochwalić jedną osobę - cały zespół stworzył żywiołowy, raz tętniący humorem, raz zarażający subtelnym smutkiem, jednolity muzyczny organizm. Szczególne brawa należą się za poszukiwania i dobór koncertowego materiału - tak skonstruowany program to prawdziwy majstersztyk!

 

("Trubadur", nr 1/2004)

 

 

Bazylika Mariacka w Gdańsku nigdy jeszcze chyba nie otrzymała tak potężnej dawki muzyki Antonio Vivaldiego, i to w tak wspaniałej oprawie. A to dzięki Polskiemu Chórowi Kameralnemu Schola Cantorum Gedanensis i dyrygentowi - założycielowi zespołu śpiewaków, Ireneuszowi Łukaszewskiemu. Chór obchodzi w tym roku 25 urodziny i z tej okazji na uroczystym koncercie chór, solistów i Polską Filharmonię Kameralną z Sopotu poprowadził właśnie Ireneusz Łukaszewski. Arcytrudne tak dla solistów, jak i orkiestry "Beatus vir" weneckiego kompozytora najpełniej oddało urodę muzyki jego czasów. Zwracały uwagę świetne przygotowanie chóru, dobre partie smyczków, a także występ solistów wieczoru: Marty Boberskiej (sopran) i Jakuba Burzyńskiego (kontratenor).

 

("Dziennik Bałtycki", 8. 09. 2003.)

 

 

W partii Farnace w operze Mitridate, re di Ponto po raz pierwszy wystąpił Jakub Burzyński, założyciel zespołu kameralnego "La Tempesta", specjalizującego się w wykonywaniu muzyki XVI-XIX wieku. Artysta śpiewający kontratenorem altowym występował już na scenie WOK w operach: Balthazar Zygmunta Krauzego, Rinaldo Jerzego Fryderyka Haendla i Apollo i Hiacynt Wolfganga Amadeusza Mozarta. Porównując tamte występy z debiutem w roli Farnace można zauważyć wielki postęp. (...) W Mitrydatesie śpiewak wywiązał się ze swojego zadania doskonale, słuchało się go z prawdziwą przyjemnością, zwłaszcza w ariach Va, va l`error mio palesa i Ah, giacche son tradito z II aktu. Wydawało się, że partia Farnace świetnie mu leży, jakby została napisana specjalnie dla niego.

 

("Trubadur", nr 3/2003)


Jakub Burzyński wykonał recytatyw i arię altową O thou that tellest good tidings to Zion z Mesjasza, arie z Rinalda i Rodelindy Haendla oraz z Mitrydatesa, króla Pontu Mozarta. Szczególnie porywająco w jego wykonaniu wypadła efektowna aria Bertarida Vivi, tiranno!, w której artysta dodał własne, interesujące ozdobniki. Pozostałe arie miałam już okazje słyszeć w jego wykonaniu na scenie WOK, gdzie kreował partię Farnace (debiut na tegorocznym Festiwalu Mozartowskim) i Godfryda w Rinaldzie. Od poprzedniego występu artysty w tej ostatniej partii widać olbrzymi postęp, zwłaszcza jeśli chodzi o swobodę w budowaniu płynnej frazy i wykonywaniu tryli.

 

("Ruch Muzyczny", nr 19/2003)


Szczególne wrażenie zrobiły na mnie Vivi tiranno z Rodelindy w porywającym, pełnym wyrazu wykonaniu Jakuba Burzyńskiego oraz aria Zefira z opery Apollo et Hyacinthus zaśpiewana w sposób niezwykle staranny i przemyślany przez Sebastiana Kaniuka. Obaj wykonawcy zaprezentowali się bardzo dobrze, z przyjemnością słuchało się ich głosów, ciekawych ozdobników, interpretacji świetnie oddających uczucia targające bohaterami. Na koniec artyści wystąpili razem w duecie Sesta i Kornelii Son nata a lagrimar, son nato a sospirar z Juliusza Cezara. Oba głosy, jasny czysty Sebastiana Kaniuka i ciemniejszy, silniejszy Jakuba Burzyńskiego wspaniale współbrzmiały, przeplatając się i łączac w pianach, pełne smutku i bólu. Ten duet został nagrodzony owacją na stojąco.

 

("Trubadur", nr 3/2003)


W przedstawieniach Rinalda w roli Goffreda wystąpił po raz pierwszy Jakub Burzyński (...). Burzyński całkiem zadowalająco poradził sobie z kontratenorową partią wodza krzyżowców, ze spektaklu na spektakl był coraz pewniejszy głosowo i aktorsko. Śpiewak miał momenty naprawdę piękne, np. w arii No, no, che quest`alma w I akcie (...).

 

("Trubadur", nr 4/2002)


(...) Zespół La Tempesta występuje w rozmaitych składach w zależności od potrzeb wykonywanego repertuaru. Tu rozrósł się do rozmiarów sporej orkiestry instrumentów dawnych (z włączeniem Zespołu Instrumentów Dętych Johann Rosenmüller Ensemble) i chóru 16 śpiewaków, których wspaniale zestrojone głosy podziwiać można było już to w pięknych tutti, już to w duetach, tercetach i licznych, mniej lub bardziej rozbudowanych solówkach.(...)

 

("Ruch Muzyczny", nr 2/2002)